Saga rodu Featherlove Komentarze: 6
Listopad, zimna polska jesień. W Lublinie, skąd piszę ten tekst, zdążył już spaść śnieg. Nawet ciepłe kurtki nie dają wystarczającej ochrony przed chłodnym wiatrem.
A przecież jeszcze niedawno, kilka miesięcy temu zaledwie, było lato… I stara posiadłość gdzieś w Walii, otoczona pradawnym borem i zdradzieckimi mokradłami. Gdyby ktoś kiedyś jeszcze zechciał odwiedzić te przepełnione setkami lat wspomnień miejsce, musiałby wpierw opuścić tereny zamieszkałe przez ludzi, by udać się we włości rodu, o którym mówi się, że jest błogosławiony i przeklęty jednocześnie.
Zatrzymajmy się przez chwilę na drewnianym moście, będący jedyną przeprawą przez wartki strumień, wypływający z moczarów. Z miejsca tego, zwanego Kładką Sullivana widać już zarys domostwa, malujący się na tle wieczornego nieba. Czy widzisz gęsty las po swej prawej stronie? Gdzieś w nim skryte jest jeziorko, nad którym niegdyś zwyczaj mieli spotykać się kochankowie – dlatego wciąż nazywamy je Leśną Rozkoszą. Uważaj jednak, gdyż miejsce to jest zdradliwe; wystarczy kilka kroków, a pod stopami nierozważnego wędrowca pojawi się mokradło, wśród którego niczym zęby bestii sterczą ruiny starego opactwa – przeklęte Zgliszcza Eleonory, a zaraz obok Szubienica, samotna jabłoń, wśród konarów której niejeden odebrał sobie życie…
Odwróćmy wzrok od tych napełniających grozą miejsc i podążajmy przed siebie krętą drogą wśród drzew i łanów zboża. Oto Rozstaje, gdzie niegdyś stała kapliczka ze smutną figurą kamiennego anioła, a teraz jest ponoć miejscem zamieszkania straszliwego Demona Rozstajów… Ale to już temat na inną opowieść. Oto bowiem przed nami maluje się już dumny budynek z czarnego kamienia, kolebka rodu, którego przodków ponoć ukochali sobie anieli, a których krew pomimo to do dziś jest przeklęta. Dworzyszcze Rodu Featherlove.
Pamiętam tamten duszny letni wieczór, gdy wraz z innymi przybyszami – rodziną, przyjaciółmi, nieznajomymi – stanęłam przed jego bramą. To przecież było tak niedawno – zaledwie kilka miesięcy temu, a jednocześnie mam przecież świadomość, że od tamtej chwili upłynęło już wiele lat. Wszak było to w roku 1830, w czasach, które zostały zapamiętane jako Regencja…
Historia Rodu Featherlove zaczęła się kilkaset lat temu, gdy stało się coś, pamięć o czym zaginęła już w mrokach dziejów, a co związało tę rodzinę z istotami anielskimi. Jednak w roku 1663 stało się coś, co już na zawsze zaważyło o jej dalszych losach. Duncan Featherlove, zwany później Duncanem Ślepcem, ujrzał bowiem archanioła, który przyniósł mu straszliwą przepowiednię – jego krew była przeklęta, i miał z niej narodzić się Antychryst, wybrany przez samego Szatana, by być jego ziemskim wysłannikiem. Jednocześnie rodzina została wybrana do szlachetnej i zarazem tragicznej misji – mieli bowiem nie tylko strzec tej tajemnicy, ale spoczywał na nich obowiązek odszukania przeklętego i unicestwienia go. W tym celu powstał później Ordo Sacramenti Angelis, którym kierował Diakon.
Wszyscy członkowie rodu Featherlove, a także ich małżonkowie na znak przynależności do Zakonu nosili wypalone na przedramieniu znamię, zwane Pieczęcią Falega, Anioła Wojny. W roku 1830 stanowisko Diakona piastował senior rodu, Bernard Featherlove; jego najbliższą pomocnicą, Ostiariuszką była Lilly Featherlove, a Kustoszem obwołano Teodora Featherlove o odrażającym wyglądzie. To ta trójka podjęła się kierowania podniosłą misją odszukania Antychrysta, który miał przynieść wszystkim zagładę.
Tragedia ta już niegdyś dotknęła nieszczęsny ród Featherlove. Wszak nikt inny, jak sam Bernard pół wieku wcześniej był świadkiem dramatycznej egzekucji swego ukochanego brata bliźniaka Artura, w niewinność którego oprócz dwóch małych chłopców wierzyła jedynie ich szalona matka, której i tak nikt nie dawał wiary…
Tymczasem wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że przeklęty ponownie objawił się w rodzie, i nadszedł czas, by cała rodzina zebrała się raz jeszcze. Dlatego wszyscy członkowie rodu Featherlove zjechali się z najodleglejszych zakątków świata, by tego wyznaczonego wieczora odnaleźć wśród siebie osobę, którą następnie wedle prawa Zakonu mieli unicestwić, by uratować zarówno siebie, jak i cały świat przed niechybną zagładą. Nie spodziewali się jednak, że wśród nich znaleźli się zdrajcy i oszuści, intrygi i spory rodzinne zakłócą doniosłe spotkanie i odwrócą uwagę rodu od szlachetnej misji, a także że ich jedyna wskazówka – pamiętnik Duncana Ślepca – został w magiczny sposób zniszczony, i została z niego jedynie zupełnie pusta księga… A także, że cały Zakon został zbudowany na niewłaściwych posadach…
„Misterium Rodu Featherlove” było już trzecią wielką megaprodukcją LARPową klubu Grimuar, napisaną przez Squirel, tym razem we współpracy ze Słowikiem.
Scenariusz został przygotowany specjalnie z myślą o wakacyjnym wyjeździe klubowym, czyli terrAkademikonie, który odbył się tego roku już po raz drugi. Fabuła powstawała przez ponad pół roku, i obejmowała nie tylko całą historię rodu i przebieg całonocnego LARPa, ale również liczne powiązania z dotychczasowymi megaprodukcjami – Snem Nocy Letniej z poprzedniego terrAkademikonu i jesiennymi Gangami Starego Lublina. W magicznej sadze rodzinnej udział wzięło niemal trzydziestu graczy, spośród których wielu współtworzyło karty postaci, na kilka miesięcy przed samą grą mając wielki wpływ nie tylko na losy swych bohaterów, ale i na całą historię rodu.
Sam LARP był nie tylko bardzo klimatyczny i pełen niespodzianek, ale także obfitował w liczne podniosłe wydarzenia i zaskakujące zwroty akcji. Były tajemnicze śmierci, otrucia, morderstwa, romanse, intrygi, osobiste tragedie i spektakularne sukcesy. Odbył się seans spirytystyczny na Rozstajach, na Szubienicy pojawił się nowy wisielec, wiele niezbyt pięknych tajemnic zostało wydanych, pojawił się sam Lucyfer Gwiazda Zaranna, a Diakon odszedł w Krainę Cienia, pozostawiając Zakon w bardzo niepewnych rękach. Były wielkie radości i prawdziwe łzy, i wciąż to samo, coraz bardziej narastające uczucie strachu – gdyż czas upływał bardzo szybko, a wraz z pierwszym brzaskiem wszystko miało zostać zaprzepaszczone…
Największa jednak niespodzianka, której nie spodziewał się żaden z graczy, czekała na nas w połowie spotkania - kiedy Bernard Featherlove zebrał wszystkich przed posiadłością, by opowiedzieć im historię, która wydarzyła się w jego dzieciństwie. Wtedy bowiem na dwie godziny „Misterium Rodu Featherlove” zatrzymało się w czasie, a rozpoczęła się „Złamana Pieczęć” - część graczy przyjęło role członków rodziny, którzy pół wieku wcześniej zebrali się w celu zamordowania małoletniego Artura, a pozostali wcielili się w zjawy, obradujące na Rozstajach. „Szkatułka”, jak później określano tego LARPa w LARPie, była dla odmiany scenariuszem bardziej dynamicznym i dramatycznym, wypełnionym akcją i gwałtownymi wybuchami uczuć. W momencie, kiedy nieszczęsny Artur zmarł w ramionach rozhisteryzowanej matki i bezradnego brata, tytułowa pieczęć została złamana i ponownie przenieśliśmy się w rok 1830, do momentu, w którym pogrążony we wspomnieniach Bernard właśnie kończył swą opowieść.
Żadne słowa, niestety, nie oddadzą tego, czego wszyscy doświadczyliśmy podczas „Misterium Rodu Featherlove”. Osobiście mogę powiedzieć jedynie to, że był to najlepiej przygotowany i najbardziej angażujący LARP, w jakiego miałam przyjemność grać – i jeszcze raz z całego serca podziękować Squirel i Słowikowi za stworzenie go i za możliwość wzięcia w nim udziału, a także życzyć wielu dalszych sukcesów.
Bardzo serdecznie również pozdrawiam wspaniałych współgraczy, a w szczególności Braids i Litwina – Monday i Connora Featherlove, z którymi łączyła mnie pewna tajemnica z dzieciństwa, przypieczętowana krwawą przysięgą milczenia. Choć minęło już tak wiele czasu, wciąż zastanawiam się, jakie sekrety rodzinne nigdy nie wyszły na jaw…
Strona terrAkademikonu
Strona “Misterium Rodu Featherlove” na terrAkademikon.pl
Drzewo Rodu Featherlove na terrAkademikon.pl
Serwis Klubu Grimuar
„Misterium Rodu Featherlove” na forum Grimuar.org
Fotografie: Braids
-
O ja… Aż mi się miło zrobiło jak o tym przeczytałem. To była długai bardzo dramatyczna noc. Mam nadzieję, że w tym roku będzie równie ciekawie :)
Marco REqam
28 listopada 09 at 17:35
-
A mi się bardzo miło pisało ten tekst. Ach, te wspomnienia o Wujaszku Bernardzie i Cioteczce Morri… :)
28 listopada 09 at 17:43
-
Misterium Rodu Featherlove to będzie niezapomniany moment mojego życia, dzięki Squirel, która otworzyła kronikę pełną tajemnic i dzięki graczom, którzy sprawili, że historia anielskich piór ożyła.
Słowik
28 listopada 09 at 23:49
-
“A mi się bardzo miło pisało ten tekst. Ach, te wspomnienia o Wujaszku Bernardzie i Cioteczce Morri… :)”
Mori był twoją ciotką :D
Hardkor
29 listopada 09 at 21:29
-
@Hardkor - nie Mori, tylko Morri. Od Morrigan.
Bo kochana Cioteczka Morri (starring: Selket) była wielką gwiazdą LARPa i wszyscy ją wciąż wspominamy :)
30 listopada 09 at 01:46

Jeszcze raz dziękuję wszystkim Graczom za udział w LARPie a gwyn za piękną recenzję. :-*